Fakt od dawna sprawdzany w praktyce: im bardziej znany obiekt, tym więcej plotek wokół niego, tym więcej ataków na niego i tym więcej osób marzy o zwróceniu na siebie uwagi cudzym kosztem. W tym świetle logiczne jest, że Avatar Jamesa Camerona, który stał się już legendą, jest krytykowany nawet po latach od premiery.

Przede wszystkim należy podkreślić, że scenariusz najbardziej dochodowego filmu w historii nie emanuje szczególną oryginalnością. Autor został oskarżony o plagiat i stare sowieckie science fiction, a także szereg kreskówek, takich jak Nietoperze dla Planety Terra czy Pacahontas, a nawet nominowane do Oscara (Taniec z wilkami). Powodem tego, jak twierdzą eksperci, nie jest kradzież pomysłów, ale wykorzystanie „powszechnych” myśli, które można znaleźć w prawie każdej kulturze. Na przykład można znaleźć skrzyżowania zarówno z mitologią buddyjską, jak i starożytną greką.
Właściwie kolejną sensacyjną wypowiedź wygłosił Andriej Borysow, minister kultury Jakucji. Krytycznie powiedział, że 20 lat temu był pewien, że hollywoodzcy reżyserzy dotrą do tradycyjnych eposów jakuckich – a najlepszym tego potwierdzeniem był Avatar, oparty na legendarnym Olonkho. Co więcej, sam epos, jego zdaniem, jest znacznie bliższy współczesnej młodzieży niż „efekty specjalne Camerona”.
Jednak „kradzież fabuły” była zręczna i dość niezauważalna. W Olonkho główny bohater niespodziewanie dowiaduje się o boskim pochodzeniu, co popycha go w poszukiwaniu ukochanej. Główna część fabuły polega na przejściu szeregu testów i walce z wrogami z „zaświatów”. Warto przypomnieć, że w „Avatar” główny bohater, wojskowy, zdradza swoją armię, by stanąć po stronie rdzennej ludności, nielegalnie wygnanej ze swojej ziemi.
Są jednak oczywiste skrzyżowania fabuł: w eposie Jakuckim pojawia się drzewo wszechświata, które dzieli świat na trzy części. Istotą drzewa jest pewna bogini. James Cameron „posadził” także ogromne święte drzewo na swojej Pandorze, a nawet dał mu niematerialnego ducha: jednak rozszerzył je na całą planetę. Ale na tym kończą się wszelkie podobieństwa.
Powodem tego może być to, że Olonkho nie jest konkretną historią, ale całym systemem eposów, z których tylko niektóre zostały przetłumaczone na język rosyjski, a niektóre w ogóle nie zostały spisane, pozostając tylko w głowach rdzennej ludności. Może Borysow, wypowiadając się na kongresie UNESCO, nie miał na myśli najsłynniejszej części sagi?